Marianne Elliott, sięgając po dramat Christophera Hamptona oparty na słynnej powieści Pierre'a Choderlosa de Laclos, stworzyła niesamowicie piękny kawałek teatru. Nie próbuje na siłę uwspółcześniać klasycznej historii – zamiast tego stawia na poetyckość, nastrój i siłę scenicznych obrazów, dzięki czemu jej inscenizacja wydaje się zaskakująco świeża.
Ogromne wrażenie robi warstwa wizualna. Efektowna scenografia ze stylowymi wnętrzami utrzymanymi w ciemnej kolorystyce tworzy zmysłową oprawę dla tej historii, a Marianne Elliott znakomicie wykorzystuje przestrzeń dużej sceny. Zachwycają także sceny tańca, dopracowane choreograficznie, eleganckie i doskonale wpisane w opowieść. To właśnie one nadają spektaklowi wyjątkowy rytm i sprawiają, że wiele obrazów zostaje w pamięci na długo.
Z pokazów kinowych najlepiej pamiętam znacznie bardziej kameralną realizację z Janet McTeer i Dominikiem Westem. Tam najważniejsze było psychologiczne starcie bohaterów. Tym bardziej cieszy mnie, że Marianne Elliott poszła w zupełnie innym kierunku. Jej „Niebezpieczne związki” zachwycają rozmachem i pięknem, nie tracąc przy tym emocjonalnej siły.
Oczywiście nie byłoby tego efektu bez Aidana Turnera i Lesley Manville. Manville znakomicie kreśli postać przebiegłej, piekielnie inteligentnej manipulatorki, dla której intryga jest sposobem na przetrwanie i zachowanie kontroli. Turner z kolei emanuje charyzmą i magnetyzmem, tworząc wicehrabiego de Valmont, dla którego uwodzenie jest przede wszystkim strategią i wyrafinowaną grą. Świetnie wypada również Monica Barbaro, która wnosi do spektaklu subtelność i stanowi doskonałą przeciwwagę dla cynizmu głównych bohaterów.
To spektakl, który przypomina, jak olśniewający potrafi być teatr, kiedy obraz, ruch i aktorstwo tworzą jedną, spójną całość.
Lyttelton Theatre
spektakl wystawiany był od 21 marca do 6 czerwca 2026
dostępny jest w kinach w ramach NTLive
zdjęcie: Alexandre Blassard